Grom Warszawa na Copenhagen Lax Cup

  • 10 lutego 2015

Copenhagen Lax Cup, to coroczny turniej organizowany w Dani dla drużyn z całego świata. Pomimo tego, że występowała tam czołówka najlepszych zespołów na świecie, organizatorzy i na naszym podwórku dostrzegli godnego rywala, który będzie w stanie sprostać wyzwaniu rzuconym przez ekipy Anglików czy Szwedów. Grom Warszawa to pierwsza drużyna z Polski, która otrzymała zaproszenie do tak prestiżowego turnieju. Wybór był więc prosty. Inne propozycje pochodzące z Belgii, Niemiec, Anglii i Turcji musiały poczekać…

Skoro był to turniej, a nie mecze ligowe, przypuszczałem, że cały wyjazd to raczej pretekst do zabawy w międzynarodowym środowisku profesjonalnych zawodników niż poważne rozgrywki. Z błędu wyprowadził mnie Kacper: „Duch tego sportu jest taki, że choćbyś umierał, wchodząc na boisko dajesz z siebie sto procent”. To, że pijesz piwko i rozmawiasz o lacrosse z najlepszymi to dodatkowy profit. Nie zmienia to jednak faktu, że poza Silesia Cup we Wrocławiu Polacy grający w lacrosse rzadko mają możliwość bywać w towarzystwie zawodników, którzy uprawiają go dwa razy dłużej od nich. Nie marnowali więc czasu i wykorzystywali go optymalnie ucząc się od „lepszych” z zachodu.

Ciężko było mi uwierzyć, że po długiej podróży forma chłopaków była tak samo dobra jak na meczach ligowych. Zastane mięśnie i zmęczenie mogą pogrążyć każdego. Kilkunastogodzinny bezruch jednak ich nie złamał. Na Michale niemalże w ogóle nie zrobił wrażenia: „Przyjechaliśmy dzień przed turniejem, mieliśmy całą noc, żeby się wyspać. Normalnie jak jeździmy na mecze ligowe, to podróżujemy w dniu meczu, więc noc w Kopenhadze to był naprawdę komfort”. Reprezentanci Gromu Warszawa grali tak dobrze, że nawet Anglicy byli pod wrażeniem ich szybkości i wydolności.

Pamiętając, jak na mnie działa niekończąca się jazda samochodem, zapytałem czy tak długie przebywanie z kolegami z drużyny nie wpłynęło negatywnie na ich relacje? Nie należę do tej ekipy, pewnie dlatego nie rozumiałem, że im dłużej Grom Warszawa spędza w zamknięciu, tym bardziej staje się nakręcony na akcje. Uszczerbek na psychice poniósł jedynie Michał, za co obarcza Bolesława Prusa i kilkaset stron Lalki.

Realnym problemem na miejscu mógł okazać się brak zgrania w drużynie, do której na czas turnieju dołączyli obcokrajowcy: Anglicy, Niemiec i Holender. Po raz pierwszy zeznania chłopaków różnią się od siebie. „Ich doświadczenie, a nasza chęć nauki pozwoliły na stworzenie naprawdę niezłej drużyny w zaledwie jeden dzień. Wszyscy byli niezwykle otwarci – od razu się zaprzyjaźniliśmy. Czekaliśmy tylko na taktykę od trenera Jasona” – mówi Kuba, faceoffer w drużynie Grom Warszawa i jej vice prezes. Michał przyznaje, że bardziej od rad trenera pomogła mu integracja poza boiskiem, za to Kacper podszedł do tematu bardzo metodycznie, tłumacząc mi na czym polega rola lidera w drużynie i podnoszenie jej poziomu z meczu na mecz w takich sytuacjach. „Potencjalni liderzy grupy nie wiedzą czym dysponują i ciężko jest im stworzyć skuteczną strategię dla gry. Po pierwszym meczu pomiędzy zawodnikami tworzy się pewnego rodzaju chemia, liderzy wiedzą już z kim mają do czynienia i udzielają rad. Tworzą pewien plan dzięki czemu poziom gry rośnie i rośnie” – mówi pierwszy bramkarz w składzie.

(fragment tekstu z bloga thatslife.pl – kliknij po więcej)