Lacrosse – niszowy sport za milion

  • 19 marca 2015

Mówi się, że najlepsze pieniądze można zarobić właśnie na sporcie. Poniekąd jest to prawda, ale zrobienie z własnego nazwiska marki to praca 24h godziny na dobę. Człowiek staje się marką, a wypicie napoju konkurencji może skończyć się końcem kontraktu i powrotem do początku. Wydawać by się mogło, że takie dyscypliny jak lacrosse nie mogą być sposobem na życie. Nic bardziej mylnego…W ojczyźnie tego sportu, gwiazdy laxa to już celebryci pełną gębą.

Mający już ponad 150 lat sport był kiedyś elementem religii i tradycji indiańskich plemion. Stanowił rozwiązanie drobniejszych konfliktów, choć nierzadko również kończył się rozlewem krwi. Dzisiejszy lacrosse łączy z Irokezami ciągle wiele rzeczy m.in. specyficzna duchowość widowiska, bezpośredni kontakt fizyczny i wyjątkowy szacunek dla przeciwnika. Zmienił się jednak jego środek ciężkości i profesjonalne uprawianie lacrosse (jak każdego innego sportu) jest czymś atrakcyjnym przede wszystkim na gruncie finansowym.

Lata ’90. i bracia Gait.

Za najlepszych graczy w historii uważa się wspaniałe dzieci Uniwersytetu Syracuse czyli braci Gait. Paul i Gary prowadzili swoją profesjonalną karierę w latach 1991-2005. Do dzisiaj uznaje się ich za najlepszych w historii, choć obecnie wielu młodych wilków już pracuje na ich tytuł. Bracia jednak nigdy nie zasłynęli jako wielkie gwiazdy, nie siedzieli obok Mickeya Rourke’a na galach MMA i dzisiaj rzadko się o nich wspomina. Paul został wiceprezydentem jednej z najlepszych drużyn box lacrosse’a Rochester Knighthawks i wspólnie z bratem prowadzi firmę sygnowaną ich nazwiskiem. Jednak ich marka nie miała jednak szansy by osiągnąć popularność  brandów takich jak Rabil, czy K18.

Pierwszego miliona nie trzeba ukraść

W latach 90-tych nikt nie przypuszczał, że obiecujący wtedy gracz Paul Rabil, podpisze pierwszy w historii tej dyscypliny kontrakt reklamowy opiewający na 1 mln $. Choć Paul sam nie jest najlepszym zawodnikiem amerykańskiej ligi stał się symbolem luksusu i spełnionego marzenia wielu studentów amerykańskich uczelni.

Paul Rabil, już jako zawodnik Boston Cannons wyróżniał się na tle innych graczy podejściem do swojej kariery. Zawsze był jednym z najlepszych strzelców oraz właścicielem najmocniejszego strzału, ale nigdy nie należał do „elity” – złotej ligi uznawanej za mistrzów „fechtunku” w lacrossie. Był świetny, ale nie najlepszy. Idealnie jednak wypracowywał swoją twarz i nazwisko w internecie i pierwszy kontrakt reklamowy podpisał ze znaną firmą sprzętu hokejowego Warrior, która także produkuje sprzęt do lacrosse.

Zaczęło się od główek sygnowanych jego nazwiskiem, potem doszły rękawice i reszta ekwipunku. Powolutku wyrabiał się na arenie marketingowej jako porządna „biegająca reklama”, w którą warto inwestować – przyciągając brandy niekoniecznie związane z laxem. W tym samym czasie podobny sukces osiągnął Kyle Harrison, który bardziej znany jest ze swoich umiejętności niż chęci pokazywania „mordeczki” na youtube. Ciągle jednak nie jest taką ikoną medialną jak bohater tego artykułu.

Dzisiaj 29 letni Paul Rabil to spełniony zawodnik, który grał w Stanach we wszystkich najlepszych ligach. Zaczął od Uniwersytetu Johna Hopkinsa, żeby dostać się do Armat (obecnie gra w New York Lizards), a także wspierać Waszyngton w lidze box lacrosse’a. Współpracuje z takimi firmami jak TRX, Red Bull i Warrior, a także prowadzi zajęcia dla młodych zawodników pod szyldem Rabil Experience. Jego spoty reklamowe to pierwsza rzecz, którą ogląda każdy „rookie” na świecie po przyjściu do domu z inicjującego treningu lacrosse.

Dużo-mało

W porównaniu z zawodnikami takich sportów jak koszykówka, MMA, czy Baseball – Rabil ciągle zarabia niewiele. Dokonał jednak milowego kroku, który daje nadzieję właściwie wszystkim zawodnikom na świecie. Wysyła prosty sygnał, że z tej indiańskiej pasji, w której stronę jeszcze nie zwracają się inwestorzy będzie można kiedyś wyżyć.

Obyśmy dożyli czasów, w których lax nie tylko na amerykańskim kontynencie stanie się pełnoprawną dyscypliną przyciągającą tysiące ludzi, a program uniwersytecki z udziałem lacrosse będzie standardem w każdym europejskim państwie.

Autor: Jakub Lipczik