Nieudane otwarcie Mistrzów Polski

  • 10 lutego 2015

Mecz między Gromem a Kosynierami to szlagier polskiej ligi lacrosse. Mecze zawsze są wyrównane, pełne emocji i zazwyczaj do końca nie wiadomo, kto wyjdzie z potyczki zwycięsko. Nie inaczej było i tym razem. Kosynierzy przyjechali wzmocnieni transferami, a Grom w sezonie wakacyjnym doszlifowywał taktykę oraz szkolił nowych graczy. Co ciekawe zawodnicy w październikowe popołudnie zmagali się ze sobą w 25 stopniowym słońcu…

Mecz rozpoczął się od serii ataków Gromu, którzy wykorzystali grę w przewadze. Po podaniu Dominika Szymoniaka strzał na bramkę zamienił w gola Gaweł Sypniewski. Kosynierzy z defensywy przeszli do ataku. Rajd przez całe boisko Piotra Węgrzyka zakończył się golem Janiszewskiego. Trzeba przyznać, że oba zespoły nie oszczędzały swoich rywali, było to widać zwłaszcza po stronie graczy z Wrocławia, których kije co chwila lądowały na różnych częściach ciała zawodników z Warszawy. Po krótkiej wymianie ciosów gola zdobył Maciej Kawka, który uderzył bardzo mocno pod poprzeczkę, zaskoczył defensywnego pomocnika Kos oraz bramkarza. W odpowiedzi 3 minuty później gola zdobył Jan Rydzak, który tego dnia bardzo przyczynił się do ostatecznego sukcesu swojego zespołu, otrzymując finalnie tytuł MVP. Na gola kapitana Wrocławiaków odpowiedział kapitan Gromu, który mocnym strzałem posłał piłkę w dolny lewy róg bramki i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Pod koniec pierwszej kwarty doszło do niecodziennego obrazka, Wojtek Filipek strzelił gola na 3:3, a po stronie Gromu w obronie stało 8 zawodników plus bramkarz…

Druga kwarta to okres dobrej gry Gromu, kilka świetnych interwencji Kacpra Chmielewskiego, a konsekwentna gra w ataku spowodowała, że najpierw bramkarza Kos pokonał Dominik Szymoniak, a następnie po wyjściu z x-a strzałem jedną ręką Gaweł Sypniewski. Takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa. Pod koniec drugiej kwarty Duonga w bramce Kos zmienił ??? Zając (były bramkarz Oświęcimia, Eeprezentant Polski ), jednak musiał skapitulować dwie minuty po rozpoczęciu 3 kwarty, gdzie po podaniu Sypniewskiego trener Gromu Drew McCaleb miał nadspodziewanie dużo czasu sam na sam z bramkarzem i pewnie swoja szansę wykorzystał. To był moment zwrotny w meczu albowiem zawodnicy Gromu nie strzelili już żadnego gola do końca meczu. Niedługo potem kolejnego gola dołożył Janek Rydzak po asyście Wojtka Filipka. Chwilę później po ostrym wejściu Macieja Kawki, zakotłowało się pod bramką Gromu, Michał Filipek rzucił się z rękami na obrońcę Gromu, werdykt sędziego to double man down Gromu, a zawodnikowi Kos niesportowe zachowanie uszło płazem. W podwójnej przewadze swoje pierwsze trafienie zanotował Pellowski, który bardzo spokojnie wykorzystał sytuacje sam na sam z bramkarzem. Grom miał swoje szanse w tej części meczu , ale najpierw strzał Pernala pewnie wybronił Zając a strzał Kawki w ostatnich sekundach kwarty przeleciał obok słupka. Wynik na tablicy to 6:5 dla Gromu.

Na początku ostatniej kwarty Do remisu doprowadził Janiszewski, który otrzymał podanie od Grzegorza Lasonia, który biegnąc z piłką minął kilku graczy Gromu, którzy wyglądali jakby nie mieli siły albo ochoty za bardzo mu przeszkadzać. Przy stanie 6:6 wychodzący zza bramki zawodnik Gromu został ścięty przez miniętego zawodnika Kos równo z trawą, jednak arbiter nie dopatrzył się w tym zagraniu przewinienia. Na kilkanaście minut przed końcem spotkania na prowadzenie Kosynierów wyprowadza Jan Rydzak , po mocnym uderzeniu z prawej ręki. Niestety do kolejnych kontrowersji doszło niedługo potem, kiedy sztab szkoleniowy Gromu nie był w stanie wziąć czasu na żądanie, bo sędzia nie słyszał wołania z ławki warszawiaków. Finał sytuacji to kara za grę bez piłki oraz kara dla trenera 1 minuta za dyskusje z sędzią. W takiej sytuacji na ławce kar siada zwodnik nazywany In Home. Drugi podwójny Man down dla Gromu, którego na bramkę zamienia Wojtek Filipek po asyście Miłosza Pellowskiego. Jest po meczu.

Kosynierzy pokazali, że zawsze grają do końca, co zaprocentowało zdobyciem trudnego terenu i cennym zwycięstwem. Grom w drugiej połowie wyglądał jakby przeszedł obok meczu, nie było widać po warszawiakach tej motywacji, dzięki której Gromowładni wyrwali Wrocławowi Mistrzostwo Polski. Mimo tego , że sędziowie nie udźwignęli ciężaru gatunkowego spotkania, kibice mogli zobaczyć wspaniałe widowisko na bocznym boisku warszawskiego Hutnika.

To był mecz błędów. Ostry i brutalny. Lacrosse, który warto było zobaczyć. Wiele technicznych błędów, ale nie brakowało umiejętnych popisów. Jako Kosynierzy oddaliśmy pola w pierwszej połowie. Należało wylać sobie na głowę kubeł zimnej wody, ochłonąć, wziąć głęboki oddech i zrobić swoje. Wygrana w Warszawie to kolejny krok, liga się dopiero rozpoczyna, a przed nami kolejny przeciwnik. – mówi Jan Rydzak, kapitan Kosynierów Wrocław.

Cóż, w życiu każdej drużyny przychodzi ten moment że musi przegrać przed własnymi fanami – dla nas przyszedł właśnie ten moment, za co przepraszamy wszystkich kibiców. Mecz był ciężki, źle w niego weszliśmy, nie stosowaliśmy się do opcji taktycznych opracowanych przez trenera, źle działały zmiany i w efekcie mimo tego że bardzo tego nie chcieliśmy – przegraliśmy go w ostatnich minutach. Mobilizujemy się, wyciągamy wnioski i przygotowujemy się na dalszą część sezonu w oczekiwaniu na rewanż – tłumaczy Kacper Chmielewski, bramkarz Grom Warszawa.